sobota, 16 listopada 2013

Cześć ; p

Na dworze zimno, wieje i tyko śniegu brakuje ... Właśnie jem mandarynki i stwierdziłam że pora już ubrać choinkę . 15:50 i ciemno . I teraz z tygodnia na tydzień będzie coraz ciemniej . Nie zanudzam i proszę, obiecana historyjka : )

Ania była czternastoletnią dziewczyną, którą zraniło tyle chłopaków, że nie bała się już prawie niczego, ale nadal czekała na tego jedynego. Chodziła do gimnazjum. W klasie miała denerwującego kolegę którego nienawidziła za to co jej robił, ale i nie tylko. Cały czas ją ośmieszał i poniżał. Miał na imię Maciek. Ania miała też swoją najlepszą przyjaciółkę Dianę. Pewnego ciepłego dnia w lato Ania dopiero co zdążyła wrócić z  pikniku z Dianą i od razu  ktoś zapukał do drzwi jej pokoju. Dziewczyna myślała, że to jej przyjaciółka bo pewnie zapomniała czegoś wziąć z koszyka.
-Wchodź Diana -krzyknęła Ania z uśmiechem na twarzy. Drzwi 
powoli  się uchylały, nagle wszedł przez nie Maciek. 
-Co ty tutaj robisz ?! - zapytała oburzona Ania.
-Tylko  się nie denerwuj. -powiedział speszony chłopak. -Przyszedłem Cię przeprosić. 
-Nie mam ochoty na twoje głupie przeprosiny. -odrzekła nastolatka odwracając się do Maćka plecami.
-Przepraszam, że Cię poniżałem. Nie chciałem tego. -powiedział ze skruchą i zaczął się wycofywać.
-Stój ! -podniosła głos Ania -Na prawdę żałujesz tego co robiłeś ?
-Tak i dlatego tu przyszedłem. Chciałem Ci również powiedzieć, że robiłem to dlatego bo Cię kocham. -Powiedział z nadzieją, zbliżył się do Ani i uśmiechnął. 
-Też się w Tobie zakochałam, ale byłeś takim idiotą, że ci już nie mówiłam. W  takim razie przyjmuję przeprosiny. -Uśmiechnęli się do siebie przytulili się. Maciek wyszedł z jej pokoju szczęśliwy. Jakby spadł mu kamień  z serca. Na drugi dzień Ania przyszła do chłopaka.
-Cześć.
-Cześć. -odpowiedział i pocałowali się w policzek. 
-Może miałbyś ochotę wyjść ze mną na spacer? -Spytała dziewczyna. 
-Dobrze. Więc chodźmy może nad rzekę? 
-W porządku. -Powiedziała Ania i poszli. W drodze dużo rozmawiali. Kiedy dotarli już na miejsce znaleźli pod drzewem jakiś worek. Bali się go otworzyć, ale jednak to zrobili. Znaleźli tam małego porzuconego pieska. Wzięli go więc i poszli do domu Ani. Zastanawiali się co za głupi człowiek mógł zrobić coś takiego. Kiedy dotarli wykąpali go razem, a przy tym się świetnie bawili. Wytarli go, nakarmili, nalali mu wody. Piesek usnął. Nagle... Ania się potknęła. Wpadła prosto w ramiona Maćka. Spojrzeli sobie głęboko w oczy i pocałowali się. Od tamtej pory chodzili ze sobą. W końcu nadeszła zima. Ten mały piesek zmienił się w dużego pięknego rasowego psa, którego nazwali Bary. Codziennie chodzili z nim na spacery. W lato chodzili z Barym na pikniki, a ich miłość rozkwitała z każdym dniem coraz bardziej. A więc morał tej historii jest taki, że czasami warto przebaczać niektórym osobą, bo może oni wcale nie są tacy na jakich wyglądają ; )


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz