Cześć .
Początek dnia udany, i tak jakoś na wieczór się zrypał : | Oglądnęłam Titanica, wypiłam herbatę, zjadłam jakieś chipsy, jedna wiadomość i dzień wieczór zepsuty. No to ta historyjka na dobranoc ; ) Może być trochę krótka, bo nie miałam czasu przez cały dzień.
Dziewczyna jak każda. Dobrze się uczyła, miała wiele przyjaciół i chyba jak każdy... jednego wroga. Dokuczał jej już od zerówki. W pierwszej klasie zaczął ja wyzywać. Od tego się zaczęło. W drugiej klasie zaczął ją bić. A to ją kopnął, a to uderzył, wyzwał. Z roku na rok było coraz gorzej. Nie mogła tak żyć. Mała dziewczynka w końcu poskarżyła się nauczycielce. Wzięła go na rozmowę, ale to nic nie pomogło. W trzeciej klasie było jeszcze gorzej. W czwartej trochę się normowało, ponieważ uczył się w domu. W piątej klasie zaczęło się od nowa. Kiedy malowała sobie obraz, sama w klasie, bo tak jej było lepiej się jej skupić. Wtedy wszedł jej największy wróg . Kopnął ja bez powodu. Oddała mu bo wcześniej chodziła na karate. Zaczął ją bić bardziej. A ona się dalej się nie dawała. Tak go uderzyła, ze wylądował w szpitalu. Niestety nie przeżył tego. Umarł. Dziewczynie nic się nie stało, i żyje teraz w spokoju. Wniosek? Kto mieczem wojuje, ten mieczem ginie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz